Nowoczesne technologie stały się już nieodłączną częścią naszego życia. Niektórzy wprawdzie sądzą, że jesteśmy zbyt silnie od nich uzależnieni. Faktycznie trudno byłoby wyobrazić sobie funkcjonowanie bez Internetu, inteligentnego oprogramowania czy smartfonów. Rozwiązania te mają zarówno swoje złe, jak i dobre strony. Niedawno na rynku rozpowszechniła się jednak technologia, której zalet nie da się przecenić – druk 3D.

Fragment historii

Historia druku 3D sięga aż do czasów Charlesa Halla – czyli do roku 1984. To właśnie wtedy Hull wpadł na pomysł, żeby stworzyć urządzenie, które będzie drukowało przedmioty w trzech wymiarach. Dwa lata później, w roku 1986, dzięki ciężkiej pracy Halla, powstała stereolitografia (SLA). Pierwszy przedmiot, jaki udało się dzięki niej wytworzyć, to… filiżanka do herbaty dla żony pomysłodawcy.

Pierwsza komercyjna drukarka 3D powstała w roku 1992. Gdy technologia druku 3D wyszła na światło dzienne, nastąpił prawdziwy przełom w historii prototypowania. Kolejnym ważnym krokiem w rozwoju druku 3D było przedostanie się tej technologii na grunt medycyny – w roku 1999, na stole operacyjnym, wszczepiono pacjentowi powiększony pęcherz moczowy, który składał się z jego własnych komórek – jego syntetyczny szkielet został wcześniej wydrukowany w 3D.

Druk 3D rozwijał się w niewiarygodnym tempie, na co dowodem jest fakt, że już w 2005 roku powstał system RepRap, dzięki któremu drukarka sama mogła wydrukować części, potrzebne do jej działania. Pomysłodawcą tego projektu był dr Adrian Bowyer z Uniwersytetu w Bath. Już rok później powstała technologia SLS.

W roku 2009, czyli nie tak dawno temu, na rynku pojawiły się drukarki do samodzielnego montażu, wprowadzone przez firmę MakerBot. Podobny projekt, tylko że przeznaczony do masowego użytku, wprowadzony został w 2013 roku. To właśnie wtedy do sprzedaży weszły tanie drukarki, które dosłownie każdy może samodzielnie złożyć i korzystać z nich w warunkach domowych.

Historia druku 3D pokazuje, że technologia ta nie tylko rozwijała się (i nadal rozwija) w zatrważającym tempie. Chodzi również o to, że z prestiżowego wynalazku przekształciła się ona w coś, czego już można używać we własnym domu i czego cena wcale nie wydaje się kosmiczna (około 200 dolarów). Ktoś mógłby pomyśleć, że owszem, to wszystko dzieje się gdzieś na Zachodzie. A co z Polską?

Polska daje radę

Polski druk 3D wcale nie zostaje w tyle. Najlepszym na to dowodem są sukcesy firm, takich jak np. Zortrax, o której zrobiło się głośno po tym, jak udało się jej zdobyć 180 tysięcy dolarów w kampanii na Kickstarterze. Jeszcze większą popularność Zortrax zyskał po tym, jak podpisał kontrakt z firmą Dell. Wiązało się to także z pozyskaniem 6 milionów złotych od inwestorów.

Założeniem Zortrax’u od zawsze była popularyzacja druku 3D w wielu dziedzinach. A tych rzeczywiście nie brakuje, ponieważ drukarek można używać niemal wszędzie – zarówno w sektorze edukacji, placówkach MSP, w medycynie, budownictwie itd. Widząc potencjał tej technologii oraz fakt, że coraz więcej ludzi się nią interesuje, Zortrax postanowił zaprojektować urządzenie, którego będzie mógł używać każdy. To właśnie projekt ich pierwszej, prostej drukarki zebrał na Kickstarterze imponującą sumę 180 tysięcy dolarów.

Wiele możliwości rozwoju oraz wsparcie finansowe, pozwoliło firmie zainicjować sprzedaż drukarek do sektora Small Office/Home Office (SOHO). Założeniem tego typu rozwiązania jest wspieranie małych firm oraz ludzi, którzy pracują w domu.

Założyciel firmy Zortrax, Rafał Tomsiak, widząc zapotrzebowanie na nowe technologie w biznesie, postanowił wyjść im z pomocą i stworzyć urządzenie, które wspomoże funkcjonowanie małych firm. Wygląda na to, że mu się to udało, ponieważ drukarka 3D Zortrax M200 jest nie tylko prosta w obsłudze (nie trzeba niczego się uczyć), ale także niedroga. Jej cena wynosi w tej chwili około 8500 złotych brutto. Dla firm nie powinno to stanowić bardzo dużego wydatku, zwłaszcza, jeśli pomyśli się o tym, co potrafi druk 3D.

Nie ma rzeczy niemożliwych

A potrafi naprawdę wiele. Mówiliśmy już o tym, że można wykorzystywać go niemalże w każdych warunkach. Stwierdzenie to nie jest wcale górnolotnym frazesem. Istnieje coraz więcej przypadków, w których druk 3D wykorzystywano w medycynie, aby dosłownie odmieniać ludzkie życie – dobrym przykładem jest tutaj operacja nastolatki, podczas której wszczepiono jej protezę biodra, wytworzoną za pomocą druku 3D.

Rewolucyjność tej technologii nie kończy się jednak na medycynie. Powstał już pierwszy samochód, prawie w całości wydrukowany w drukarce 3D (oprócz kół i silnika), którym spokojnie można wybrać się na weekendową przejażdżkę.

Zobacz długopis 3d.

Najciekawsze możliwości druku 3D zaobserwować jednak można chyba w branży budowlanej. Niedawno firma Skanska wpadła na pomysł, aby drukować… z betonu. Pierwsze elementy konstrukcyjne, wytworzone za pomocą technologii drukowania 3D, zostały już wykorzystane w londyńskim biurowcu, który wybudowała właśnie Skanska. Sukces tego przedsięwzięcia zmotywował ich do podpisania kontraktu z naukowcami z Loughbourogh University. Razem z nimi, Skanska już na poważnie pracuje nad technologią wytwarzania betonu w drukarce 3D. Gdyby to się udało, co zresztą jest bardzo prawdopodobne, proces tworzenia betonowych elementów konstrukcyjnych, zamiast kilku dni, trwałby kilka godzin.

Jest więc niemal pewne, że druk 3D odmieni rzeczywistość naprawdę wielu branż, umożliwiając im lepsze i szybsze wytwarzanie produktów. Przyszłość druku 3D rysuje się więc raczej w pozytywnych barwach – zwłaszcza, jeżeli nadal będzie on rozwijał się w tak szaleńczym tempie. Branża bowiem co roku podwaja swoją wartość. Obecnie jest ona warta około 4 miliardów dolarów; prognozuje się, że za 4 lata kwota ta dojdzie do 16 miliardów dolarów. Polska, dzięki takim firmom, jak Zortrax, płynnie wpasowuje się w ten trend. Jest więc bardzo prawdopodobne, że za kilka lat każdy z nas będzie miał w domu własną drukarkę 3D.