Od paru dni wrze w Internecie, bowiem Mark Zuckerberg, założyciel i dyrektor generalny popularnego portalu Facebook, oświadczył, że poważnie rozważa wprowadzenie, długo oczekiwanego przez użytkowników, przycisku „nie lubię tego”. Ponieważ nie ma żadnych pewnych postanowień dotyczących tej rewolucji, media prześcigają się w spekulacjach jak będzie wdrażane to rozwiązanie.

 

Jedyne, co wydaje się być pewne, to to, że przycisk ten nie będzie ograniczał zasięgu postów (jak ma to miejsce w przypadku kciuka skierowanego w dół na YouTube), co na pewno ucieszy wszystkich promujących swój biznes na tym portalu i co wydaje się oczywistym posunięciem, jeśli Facebook ma być nadal głównym narzędziem social media.

 

Wydaje się też, że nie będzie nam dana możliwość okazania sąsiadowi naszej niechęci do jego zdjęcia z porodówki. W zapowiadanej zmianie istotne ma być okazanie empatii i współczucia, tylko w przypadkach faktycznie tego wymagających, gdzie przycisk „lubię to” po prostu nie ma racji bytu. Mowa tu o postach zawierających przykre informacje o śmierci osób bliskich, chorobach czy globalnych problemach. Dlatego długo oczekiwany przycisk „nie lubię tego” może okazać się tak naprawdę przyciskiem „współczuję”, „łączę się w bólu”, „popieram Twoją dezaprobatę”. A samo wyrażenie niechęci nadal będzie wymagało (o zgrozo!;) wysiłku – pozostawienia komentarza.

 

Szef Facebooka jest bardzo ostrożny, nie chce, by jego portal przyczynił się do szerzenia, i tak już panoszącego się, hejtu w Internecie. Z założenia ma to być miejsce, gdzie radośni i interesujący ludzie dzielą się radosnymi i ciekawymi informacjami. Niestety, dla Zuckerberga, brutalna rzeczywistość, jak i wszystkie kolory ludzkich emocji, wdzierają się na łamy serwisu coraz silniej, dopraszając się odpowiednich udogodnień.

 

Testy nad wprowadzeniem nowego rozwiązania mają trochę potrwać, by efekt nie był krzywdzący dla beztroskiego użytkownika portalu. Zatem nie wiadomo kiedy nadejdzie ten długo oczekiwany dzień.