Wyobraźmy sobie, że wstajemy w poniedziałek rano o szóstej, żeby wyrobić się na ósmą do pracy. Po przygotowaniu się zawsze zadajemy sobie jedno pytanie, bez względu na środek transportu, którym się posłużymy – czy to będzie samochód czy autobus: „czy się wyrobię?”. Godziny szczytu za pasem, a jeszcze jak spadnie śnieg w środku rozpędzającej się wiosny, to spóźnienie gwarantowane.

Ile razy ten scenariusz się powtarzał? Ile razy byliśmy przeświadczeni o wręczeniu wypowiedzenia po kolejnym spóźnieniu, bo „zima znowu zaskoczyła”? Czy istnieje wynalazek, który uratowałby nas przed utratą pracy? Czy jest jakieś remedium na możliwość ominięcia korków ulicznych?

A gdyby tak tym razem zamówić przez telefon latającą taksówkę, którą można by po prostu przelecieć nad tłukącymi się w niekończących się korkach samochodami i autobusami i stawić się w pracy punktualnie? Szef zaskoczony, że widzi nas z samego rana z miną złodupa, który dokonał niemożliwego i w środku zamieci śnieżnej stoi przed zamkniętymi drzwiami biura, które i tak zostaną otwarte później z powodu spóźnienia samego szefa. Czyżby miały nastać lepsze czasy? Niewykluczone, że jeszcze za naszego życia.

Joby Aviations opracowuje prototyp maszyny będącej hybrydą taksówki i drona. Najnowsze twory mają być większe i szybsze od dronów i jednocześnie wydajniejsze od taksówek. Futurystyczne monstra mają umożliwiać lot w zasięgu niecałych 250 metrów na jednej baterii, poruszać się w powietrzu bezgłośnie oraz niemal bezszelestnie startować i lądować. Zanim jednak to wszystko nastąpi, muszą one zostać zatwierdzone certyfikatami Federalnej Administracji Lotnictwa (ang. Federal Aviation Administration).

Inwestycja w latające taksówki na 100 mln dolarów!

Wszystko to dzięki inwestycji kilku znamienitych firm, m.in. JetBlue i Toyota, w niebagatelnej wysokości 100 milionów dolarów. Jeśli nic nie pokrzyżuje ambitnych planów konstruktorów, pierwsze prototypy powinny być gotowe już pod koniec tego roku. Nie oznacza to jeszcze, że zostaną wprowadzone na rynek. To będzie dopiero początek długiej drogi przepełnionej różnego rodzaju testami.

Sama firma Joby Aviations nie zdradza zbyt wielu szczegółów co do samego projektu powietrznych taksówek: czy będzie bezzałogowa, ile osób pomieści, czy też jaka będzie maksymalna wysokość, na jaką maszyna będzie mogła się wznieść. Bardzo prawdopodobne jest natomiast, że pierwsze testy na bezzałogowych maszynach będą przeprowadzane w roku 2020. Jeśli wyniki będą zadowalające, a inwestorzy będą widzieć sens w przedsięwzięciu, firma zacznie oferować usługę w postaci przewozu osób tymże pojazdem. Kwestia ceny przewozu nie jest poruszana. Wcześniej trzeba przede wszystkim zadbać o bezpieczeństwo potencjalnych pasażerów.

Chociaż wynalazek brzmi nieprawdopodobnie, to słynne porzekadło mówi, że albo nie ma rzeczy niemożliwych, albo potrzeba matką wynalazków. Ponadto, kiedyś nikt nie wierzył, że człowiek kiedykolwiek będzie latał. Miejmy nadzieję, że w niedługim czasie maszyny dotrą do Polski i będzie można samodzielnie je nie tylko zobaczyć, ale też się nimi przelecieć.

Wyścig na pierwszą powietrzną taksówkę już trwa

Na marginesie jeszcze dodam, że wyścig na powietrzne taksówki rozpoczął się na dobre w USA. Uber inwestuje w ten środek transportu i również za deadline postawił sobie rok 2020. Jest też Lilium, niemiecka firma, która już posiada działający prototyp powietrznej taksówki. I jest jeszcze Airbus, któremu też marzą się elektryczne latające taksówki jak nowa gałąź biznesu.