Najpierw ekscytacja w telewizjach śniadaniowych, później przelot i lądowanie na Okęciu. W końcu konferencja prasowa, przemówienia i niejarzmiona radość. Tak wyglądała polska premiera Boeinga 787 Dreamliner. Czy ta maszyna zasłużyła na takie powitanie? Zobaczmy.

Polski sen o lataniu

Chociaż lotnictwo jest u nas od jakiegoś czasu tematem drażliwym i wzbudza raczej negatywne uczucia (trudno się dziwić), tak wczorajsza premiera Dreamlinera wzbudziła ekscytację i podziw. Polska wkroczyła właśnie do światowej czołówki, która takie samoloty (i konkurencyjne Airbusy) ma już na swoim wyposażeniu od jakiegoś czasu. Przyjrzyjmy się zatem bliżej 787.

Boeing 787, zwany również liniowcem marzeń produkowany jest w trzech wersjach; 787-8, 787-9 i 787-10. Różnią się one przede wszystkim wielkością, ponieważ najmniejszych z nich, ósemka może pomieścić 210-250, podczas gdy dziesiątka 290-310 pasażerów. Wart uwagi jest także zasięg maszyny, ponieważ wynosi on ponad 15tys km. Oznacza to, że wreszcie będzie możliwy lot z Warszawy do Nowego Jorku.

Niestety specjalistą od lotnictwa nie jestem, dlatego nie wypowiem się fachowo na temat nowego nabytku PLL LOT, ale jako laik muszę przyznać, że jest coś w tym samolocie urzekającego. Myślę zatem, że ten krótki wpis jest odpowiedni na zakończenie tygodnia z klasą, zwłaszcza że taki samolot to kawał najnowszej technologii ;). Teraz, żeby nie zabierać Wam więcej czasu na szczegóły techniczne, odsyłam Was do filmiku przedstawiającego LOTowskiego dreamlinera.

Źródło obrazków: Wikipedia